End of Days

Misje - Wojna

Faust272 - 2013-07-08, 12:46
Temat postu: Wojna
Stało się. Wojsko Portu w liczbie około 500 ludzi stanęło na Obrzeżach. Mieszkańcy Baraków chwycili wszystko co mieli pod ręką, jednak ich morale było niskie widząc karny oddział otaczający ich ze wszystkich stron. Dodatkowo zauważyli 200 ludzi o innej karnacji niż przeciętny Akilijczyk. Nie znali tych ludzi, ale ich obecność świadczyła o tym, że Port ma sojuszników, przy czym Kopalnia może liczyć tylko na siebie.

Z Kopalni wybiegły oddziały krasnoludów. 200 tarczowników w pełnych zbrojach i 100 kuszników zaopatrzonych w metalowe bełty. Za nimi 300 piechurów innych ras plus na szybko ulepione oddziały 100 ludzi z Baraków. Na murach Kopalni pojawiły się balisty i strzelcy. Wszyscy czekali, aż wróg podejdzie na zasięg strzału.

A więc sytuacja patowa. Podobne ilości wojska, lecz Kopalnia jest lepiej obudowana. Żadna ze stron nie chce ryzykować ataku, gdyż narazi się na błyskawiczną odpowiedź broni zasięgowej. Niestety Port został przed wojną równie dobrze wyposażony jak Kopalnia. Więc po obu stronach znajdowały się balisty i kusze.

Co zrobić? Port nie może pozwolić sobie na atak ze względu na zbyt dobre umocnienia Kopalni. Z kolei Kopalnia nie może już czekać. Zapasy są już na wyczerpaniu a morale i tak są niskie. Siedzenie i nic nie robienie spowoduje tylko dezercje. Trzeba dać ludziom wiarę i nadzieje na zwycięstwo.

I tu Kopalnia ma as w rękawie. Z czeluści góry spośród ogromnych ilości pary wyłoniła się wielka maszyna. Ogromny czołg parowy na gąsienicach z makabrycznym urządzeniem z przodu i potężną balistą na górze. Niesamowita maszyna grzała do przodu i zatrzymała się na przedzie wojsk Kopalni siejąc niepokój wśród Portowców i wiarę wśród mieszkańców Bolgorii.

Enderus siedzący w czołgu otrzymał prostu rozkaz.

- STRZELAĆ BEZ ROZKAZU.

Debowy_Mocny - 2013-07-08, 12:56

Enderus wydał do swoich ludzi w czołgu polecenie.
Ładujcie i szykujcie do wystrzału
Enderus w tym czasie rzucił okiem na wojska portowców i celował w najbardziej wysuniętych ludzi w armi portowców. Gdy pocisk był gotowy do wystrzału.
No to zobaczymy po ilu atakach się zesrają, strzelamy
I inżynier wystrzelił pocisk.

Kontynuował ostrzał strzelając do najbardziej wysuniętych oddziałów

Vanilla - 2013-07-08, 13:09

-Przyjąłem - rzucił palacz, ładując pocisk. Palce Enderusa zacisnęły się na drążku sterowniczym, gdy usłyszał dźwięk metalu ładowanego do tuby, po czym metaliczny odgłos zamykanego zamka.
-Potrzebna para - rzucił załogant. Inżynier szybko przekierował całą moc silnika do bufora.

Patrzył przez wizjer jak armia Portu coraz bardziej niepokoi się widząc kłęby pary unoszące się z ustrojstwa. Sam Enderus był już zupełnie spocony, ale przy takiej ilości adrenaliny zupełnie o tym nie myślał. Żołnierze znajdujący się na tyłach byli powstrzymywali przez ubranych na czarno, strofujących i wymierzających policzki.

-To jest dobre - stwierdził, widząc jak manometr pokazuje pozycję graniczną. Czas odłączyć parę.

Kliknięcie drążka. Nic. Ciśnienie dalej się podnosi. Cholera, gdyby tylko dołożyć te zawory bezpieczeństwa.. Może deformacja cieplna? Nie ma na to czasu - pomyślał inżynier, przygotowując mechanizm do wystrzelenia. Wycelował i wśród gwizdu, syku i ukropu wyłączył bezpiecznik.

W końcu wcisnął guzik.

Takiego huku nie słyszał jeszcze w życiu. Miał już doświadczenie z pojazdami tego typu, ale takiego grzmotu po prostu nie znał. Potężny rezonans jeszcze przez chwilę sprawiał że inżynier był ogłuszony.

Armia Portu była zdziwiona, jeśli nie przerażona. Śmiertelnie wystraszeni byli za to ci z krasnoludów, którzy wiedzieli co oznacza to co się stało. Kłąb pary który uszedł z lufy, bez pocisku, mógł oznaczać jedno. Bufor trzymający potężne ciśnienie niezbędne do napędzenia pocisku po prostu nie dał rady. Maszyna ruszyła powolnym, spacerowym krokiem do przodu.

Inżynier w końcu odzyskał przytomność na tyle aby sprawdzić co się dzieje. Szybko zatrzymał ruch pojazdu do przodu i przystąpił do oszacowywania strat. Manometr bufora pokazywał dokładnie zero.

-Żyjecie? - rzucił do palacza. Pozostało to bez odpowiedzi. Dobiegł go ciepły zapach, dobrze propagujący się w parze, krwi.

Jeśli para nie zabije lub nie udusi Enderusa, będzie mógł spróbował rozpędzić czołg i staranować przeciwników. Tyle mu jeszcze zostało - bez palacza nie starczy mu na długo mocy, a podsystem działa uległ zupełnemu zniszczeniu. Jakie to szczęście że nie zrezygnował ze swojego walca..

Trudno. Przekierowanie mocy. Układ napędowy działa. Kilka szybkich ruchów ręką na zaworze odcięło sączącą się parę. Może i gdzieś były dziury, jednak to pomoże. Każda chmurka jest teraz na wagę złota.

Debowy_Mocny - 2013-07-08, 13:22

Kurwa. I się jeszcze okaże, że większość zasobów kopalni poszła w cholere. Za mało czasu na poprawki miałem

Enderus uznał że jednak lepiej zacząć taranować, nie wiedział co jeszcze zostało zfuszerowane, a jak czołg miałby wybuchnąć z powdu jakiejś awarii to niech wybucha u portowców.
Poza tym wolałby zginąć niż żyć ze świadomością, że nie dotrzymał do końca słowa.

ENderus odciął energie od działa. Ruszył do przodu w stronę wrogiej armi, kiedy już był blisko odpalił walec i jechał po armi portowców masakrując po drodze każdego portowca co stanie na drodze.

Kalkstein - 2013-07-08, 13:51

Raven przypatrywała się scenie z wyższych poziomów Kopalni. Stojąc obok balisty zadawała sobie jedno konkretne pytanie- czy ten inżynier wie co robi? Nie znała się na przekładniach, zębatkach i śrubach, ale potrafiła odczytać rysunek techniczny. W końcu sama bawiła się w robienie specyfikacji połowy używanych w domu sprzętów. Z tej lufy miały lecieć pociski, a nie para. W połączeniu z hukiem i nietęgimi minami krasnoludów nie wróżyło to niczego dobrego.

Czy Enderus planował się wysadzić wśród żołnierzy Portu? W sumie nie była to głupia idea.

Tymczasem ona stała o czekała na swoją kolej. Przez tych kilka tygodni zgodnie z pozwoleniem Niny znalazła kilku studentów. Całych trzech, wliczając w to Eriego. Swoją drogą historia odciągania go od zaciągu do straży nadawała się na osobną opowieść. Znalazło się także obiecane miejsce. W ramach zabiegania Niny i ogólnego chaosu Raven zajęła przez zasiedzenie kilka pomieszczeń całkiem niedaleko portalu. Tak na wszelki wypadek. Uzupełnione zostały także zapasy medykamentów.

Co prawda kapitan Albrecht już nie żył, ale jego podpis był nadal honorowany. Pomieszczenia szpitalne posiadały dzięki temu zapas bandaży, nici, czystego alkoholu i podstawowych środków leczniczych. W porównaniu z tym czołgiem to naprawdę była drobna suma. No i szklarz. Po wykonaniu otworów obserwacyjnych do czołgu Mikael nie miał specjalnie co robić, więc ochoczo się zabrał do wyzwania jakim była aparatura alchemiczna. Nie oszukujmy się, bez tego nie miałaby teraz butelki oczyszczonej morfiny.

Z kolei kilka rzeczy, czyli płaszcz Bordword, glejciki Thora i Albrechta, a także pieniądze schowała w sprytnie zamaskowanej skrytce w ścianie niedaleko opuszczonych chodników. Jeśli wygra druga strona lekarka wolała nie ryzykować. Kruk z kolei latał nad rozstawianym właśnie bufetem.

Podsumowując: miejsca przygotowane, sprzętu starczy na czterdziestu ciężko rannych, trójka sanitariuszy przeszkolona na tyle, żeby spowolnić zejście, a już na pewno nie zaszkodzić, narzędzia wyparzone, plan awaryjny przygotowany... Niech się zacznie rzeź.

Vanilla - 2013-07-08, 18:23

Oddychanie gorącą parą sprawiało mu trudności. Drętwa ręka siłą rozpędu przechyliła drążek ruchu wprzód. Zacisnął zęby, biorąc następny, palący oddech i ruszając maszynę do przodu. Kilka jęków ze strony automatyki i parowy smok ruszył wprzód. Teraz potrzebował prędkości, cała moc wprzód..

Widok z zewnątrz był niesamowity. Cały pojazd zatrząsł się i ruszył do przodu prędkością szybkiego marszu. Nie skręcał, zaś walec miał ciągle podniesiony. Dowódca grupy wojsk na które kierował się pojazd nie musiał nawet specjalnie wydawać rozkazów - z otwartą gębą patrzył się jak jego żołnierze ustępują pojazdowi miejsca, gdy walec w końcu walnął w ziemię. Jeden z Portowców upadł na ziemię i odczołgał się, niemalże przybity przez wehikuł.

Za ten czas Enderus zdążył zerknąć co słychać u palacza. Biedak został rozerwany na strzępy odłamkami powstałymi z eksplozji bufora.
-Szybka śmierć, a ja się tu gotuję - pomyślał. Przez chwilę mignął mu szalony pomysł przejęcia jego zadania. Przesunął dźwignię zmiany kierunku i przeszedł do sekcji palacza, gdzie zaczął dokładać węgiel do pieca.

Armia Portu tylko patrzyła jak czołg wziął szeroki zakręt. Bezpieczne nawrócenie wykonanie zakrętu zajmie mu nieco ponad minutę, choć Enderus może przyśpieszyć i wziąć ostrzejszy zakręt. A nuż maszyna wytrzyma, a zaskoczenie pozwoli mu powalić więcej wrogów?

Potrzeba więcej mocy.

Kalkstein - 2013-07-08, 21:33

Drobna manipulacja soczewkami, trochę zabawy ze źrenicami i dziewczyna mogła z grubsza zobaczyć co dzieje się po drugiej stronie. Cóż... gdyby czołg miał poprawione parę cech, to pewnie byłby nie do pokonania. Na przykład gdyby był szybszy. I zwrotniejszy. W sumie kosy po bokach też byłyby nie do pogardzenia.

Co by nie było- tymczasowo twarze Portowców były pełne bezbrzeżnego zdumienia. Jeśli Kopalnia chciała wykorzystać efekt zaskoczenia, to chyba właśnie była na to pora. Lustrując szeregi Portu mignęła jej kobieca sylwetka w płaszczu. Skądś kojarzyła ten chód... to ta kobieta z karczmy? Albo Anna doglądająca wojska? A może żadna z tych opcji?

Robiło się ciekawie.

Debowy_Mocny - 2013-07-08, 22:17

Enderus przemyślał przez chwilę. Jednak postanowił zaryzykować, gdyby życie było daniem, to ryzyko jesty do niego przyprawą stwierdził.

Dołożył szybko węgla do pieca. Po czym postanowił wykonać ostrzejszy zakręt. Miał nadzieję że poskutkuję. Jeśli się uda to może zapewnić sporą przewagę dla armii Bolgorii.

Vanilla - 2013-07-08, 22:26

Tak jest. Ostry zakręt. Ostatni rzut węgla do pieca. Iskry, gorąc i wrząca krew Enderusa. Ostre szarpnięcie dźwignią. Przekazanie mocy, skręt. Drobny pisk w okolicach osi. Zerwanie.

Najgorsze oczekiwania Enderusa sprawdziły się. Gdy krasnale stwierdzały że osie to pomysł przynajmniej dziwny jak na taki pojazd terenowy, nie słuchał. Osobiście dopilnował aby wykonane był z najlepszej stali, jednak nawet najlepsza stal nie była odporna na skręcanie w taki sposób. Najzwyczajniej w świecie Enderus ukręcił półosie pojazdu. Teraz czołg już nigdzie nie pojedzie. Mechanizm napędowy świstał przekazując moc tam, gdzie nie można jej było już odebrać.

Czołg najzwyczajniej stanął w miejscu. Wzrok Portowców był podzielony między buchającą maszynę a krasnoludów, nie bardzo wiedząc gdzie mają się właściwie patrzeć.

-Niech to wszyscy diabli! - uderzył pancerną pięścią w konsolę, nie wyrządzając jej większej krzywdy.

Debowy_Mocny - 2013-07-08, 22:34

Enderus się wkurzył jednak uznał że nie wszystko musi być stracone. Na szczęście posiadał przy sobie zestaw narzędzi. Enderus postanowił od wnętrza pojazdu spróbować odratować pojazd. Jeśli zaszłą potrzeba rozwalał kawałki blachy pod nogami byle dojść do pękniętej części.
Vanilla - 2013-07-08, 22:44

Cholera. Trzep, trzep, bach. Enderus zdezintegrował sporą część pancerza pojazdu zanim dobrał się do osi.

Po prostu były zerwane. Potrzebowałby kuźni żeby naprawić duże, skręcone kawałki stali. Był projektowanie żeby przenosić równomierne, potężne momenty obrotowe, a on na jedną część przekierował duży, na drugą mały - w celu wykonania ostrego skrętu. To się musiał tak skończyć - stwierdzić mogliby złośliwi. Zupełnie jakby wziął papierowy rulon i kręcił w przeciwne strony - tego nie da się tak po prostu naprawić.

Ukrop dawał mu się potężnie we znaki. Momentami omdlewało go. Kończył się tlen, za to mnóstwo było pary wodnej. Musi coś zrobić, inaczej parowy Torrasque stanie się jego grobem...

Debowy_Mocny - 2013-07-09, 13:26

Enderus zaniepokoił się. Jeśli ta wojna zostanie przegrana, to najpewniej winą będzie on sam obarczony. Zastanawiał się czy tej sytuacji nie można wykorzystać na korzyść.

Przeanalizujmy sytuacje. Czołg rozjebany, portowcy praktycznie nic o maszynie i tak nie wiedzą. Trzeba spróbować dobrego blefu. Mam nadzieję że ci kopalniani nie spartolą sprawy bo będzie nie dobrze.

Enderus dołożył jeszcze więcej węgla do pieca by było więcej pary. Po czym szybko wyskoczył z czołgu. Na twarzy była przerażona mina. Zaczął krzyczeć z przerażeniem do wszystkich.
MASZYNA DOZNAŁĄ POWAŻNEJ AWARII!!!!!! NIEDŁUGO WYBUCHNIE A WRAZ Z NIĄ ROZPRZESTRZENI SIĘ TRUJĄCY GAZ TEN KTO TU ZOSTANIE TEN BĘDZIE UMIERAŁ W MĘCZARNIACH PRZEZ GODZINY!!!!!!
Słuchajcie wszyscy!!!!!!!!! JA ZROBIĘ WSZYSTKO BY OPÓŹNIĆ EKSPLOZJE ALE I TAK MUSICIE UCIEKAĆ JAK NAJDALEJ!!!!!!!!. ENderus wszedł ponownie do środka pojazdu, oczywiście nie zamykając by miał jak oddychać. Dokładał coraz to więce węgla by wydobywało się coraz to więcej pary. Miał nadzieję że portowcy nie przejrzą blefu.

Kalkstein - 2013-07-09, 14:13

Och, jak miło... jeśli pomysł inżyniera wypali to teraz obie strony stratują się na śmierć. Całe szczęście, że chyba w jednej z jaskiń jest spora ilość gipsu. Ale czy ten blef wypali? Inżynier nie krył się ze swoimi zamiarami. Człowiek prosty, szczery do bólu i jeśli ktoś tylko przeniknął do Kopalni, to pewnie zdobył wiedzę na temat czołgu. Hm... Cesarzowa Anna miała w Akili wywiad, o którym krążyły wręcz legendy. Raven nie wątpiła, że tak jej zostało.

O cholera. A jeśl Anna szpiegów ma także na tyłach? Kalejdoskop sztyletów i mieczy był bardzo nieprzyjemny. Na wszelki wypadek uważała na to co się dzieje dookoła niej.

Vanilla - 2013-07-09, 14:16

Żołnierze wyglądali wyraźnie zaniepokojonych. Niektórzy nawet odeszli kilka kroków w tył. Inni po prostu zaczęli się śmiać, widząc przeaktorzone wystąpienie człowieka, który niesamolubnie postanowił ratować śmiertelnego wroga, ostrzegając go przed.. użyciem tajnej broni.

-STAĆ NA MIEJSCACH - krzyknął jakiś typ ubrany na czarno - NIE MA ŻADNEGO ZAGROŻENIA. TO PODSTĘP!
Oficerowie poczęli strofować i zaganiać tych żołnierzy którzy okazywali strach z powrotem na miejsca, głośno drąc się o tym jak to nic im nie grozi.

Postawili właściwie wszystko na jedną kartę - stwierdził Enderus - albo wiedzieli że nie ma żadnego zagrożenia, albo zgadywali. Tylko że na zgadywankach nikt jeszcze wojny nie wygrał. Tak więc o co właściwie chodzi?

Możliwe po prostu że był mało przekonywującym aktorem. Enderus dokładał węgla jak tylko mógł, para buchała wszędzie, nawet prosto na jego twarz. Powinien już co najmniej zemdleć z hipertermii, ale jeszcze stał. Fajnie w sumie.

Raven zerknęła obok siebie. Spokój, wszyscy zapatrzeni w przedstawienie.

Debowy_Mocny - 2013-07-09, 14:35

Enderus wewnątrz czołgu usłyszał, że był za mało przekonujący.
WYskoczył z czołgu. I znowu zaczął krzyczeć
JA PIERDOLE TO PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ WYBUCHNIE!!!!!
ENderus wyciąga miecz i tarcze.
JA WIEM, ŻE SIEBIE NIE URATUJĘ. ALE WOLE ZGINĄĆ OD ORĘŻA W WALCE NIŻ CIERPIĄC NIEMIŁOSIERNE KATUSZE OD TEJ TRUCIZNY.
Enderus zaczął z krzykiem szarżować w stronę wrogiej armii i jeśli jakimś cudem dobieg nie będą ustrzelony przez wrogich żołnierzy to zaczął rozcinać każdego w zasięgu jego oręża.

Vanilla - 2013-07-09, 15:09

Enderus był zmęczony. Kilkanaście minut przesiadywania wewnątrz gorącego czołgu bez możliwości nawodnienia zrobiły swoje. Był potężnie przegrzany, a bieg i walka stan ten tylko pogorszy.

Inżynier chwycił uzbrojenie i ruszył. Dwadzieścia metrów sprintu. Ostatnimi siłami dobiegł i strzelił Zdzichem prosto w tarczę pierwszemu lepszemu żołdakowi, który wyłożył się trzymając tarczę przed sobą. Po lekkim obrocie głowy inżynier zauważył jak jego towarzysz wyprowadza uderzenie tarczą. Zasłonił się nią, biorąc krok w tył. Następne uderzenie tarczą. Następne.

W końcu organizm Enderusa poddał się, a ten runął na ziemię. Widział jak grupka żołdaków pozbawia go tarczy i miecza.
-Wody.. - wysapał, tracąc przytomność.

Faust272 - 2013-07-09, 15:29

- Dobra, starczy tej farsy. - mruknął krasnoludzki generał.

Jeden z krasnoludów zadął w róg. Rozległ się głuchy dźwięk rogu wprawiając w rezonans delikatne instrumenty. Żołnierze Portu zadrżeli na ten dźwięk spodziewając się ataku, ale ich oficerowie z uśmiechem na ustach nawoływali do utrzymania pozycji i opuszczenia broni zasięgowej.

Za to stała się rzecz, której nikt się nie najwyraźniej nie spodziewał poza krasnoludami.

Oddziały krasnoludzkie odwróciły się do ludzi i nakazały rzucić broń. Niechętnych pierwszemu rozkazowi poddawano serii bolesnych kopniaków lub uderzeń w niewitalne, ale bolesne miejsca. Maszyny strzegące kopalni skierowały swoje celowniki z Portowców na mieszkańców Kopalni.

- Rzucać broń!
- Koniec walki!
- Wojna się skończyła!

Zdębiali ludzie nie wiedzieli co robić. Część podnosiła raban.

- DEZERTERZY!
- ZDRAJCY!
- ŁOTRY!

Ludzie nie chcieli się pogodzić, ale szybko byli pacyfikowani. Mieszkańcy Baraków poddali się od razu. Nie chcieli tracić domów a nie mieli takiego sprzętu jak krasnoludy.

Brzęk cięciwy. Pod nogi największych pieniaczy wbiły się serie bełtów i pocisków balistycznych. To zmiękczyło nawet najtwardsze serca. Pewność siebie krasnoludów i ich nieugiętość złamała ostatecznie morale doprowadzając do rozbrojenie wszystkich niekrasnoludzkich ras. Nikt oprócz krasnoludów nie wiedział o co chodzi.

Wojsko Portu ruszyło. Ruszyli też kusznicy krasnoludzcy. Jednak ich celem nie byli Portowcy, lecz Enderus.

Enderus ostatecznie znalazł się w samy środku kręgu złożonego z wycelowanych w niego kusz i balist. Jeden ruch i skończy jako poduszka na szpilki. Padł krótki rozkaz w stronę inżyniera.

- Poddaj się!

Tyle jeśli chodzi o formalności. Enderus przytaknął do wszystkiego co powiedzieli, chociażby kazali mu przyznać się do lubieżnych czynów z kozami. Żołnierze dopadli go, rozcięli zbroję, związali, i dopiero rozmontowanemu inżynierowi podali wodę i wsadzili pod plandekę w cień.

***

Wojsko Portu już paradowało po Kopalni i Barakach chcąc kraść, gwałcić i mordować. Oficerowie przyszykowali się na tą ewentualność i pozwolili na kontrolowane plądrowanie... ale tylko piwniczek z alkoholem. Wbrew wszelkim oczekiwaniom, pozwolono na to nawet ludziom z Baraków i Kopalni.

Sytuacja była chyba napięta, ale tak naprawdę nikt nie wiedział o co chodzi. W końcu... była wojna, czy nie? Nikt się jeszcze nie zabił. Nad wszystkim czuwały uzbrojone krasnoludy. A nikt z niekrasnoludów nie chciał wyrywać się będąc bezbronnym. Zresztą panował taki upał, że nikomu nic się nie chciało.

W końcu poszła plotka, że w centrum Baraków odbędą się publiczne negocjacje.

***

Środek Baraków. Wieczór. Gorąco dnia odchodziło ochładzając głowy i otrzeźwiając umysły. Na skleconym podwyższeniu znajdowało się dwóch więźniów oraz generał krasnoludów. Więźniami byli: Enderus oraz Cesarzowa Nina, która mimo swojej pozycji zachowywała dumne, podniesione czoło jakby rzucając wyzwanie światu. Enderus natomiast wyglądał jak wycieńczony worek nieszczęścia.

Generał krasnoludów przemówił głośnym i basowym głosem.

- PRZEMAWIAM W IMIENIU MOICH BRACI I WSZYSTKICH POZOSTAŁYCH, KTÓRZY ODDALI MI SWOJE PEŁNOMOCNICTWO. NINIEJSZYM OGŁASZAM. ZDECYDOWANA WIĘKSZOŚĆ KRASNOLUDÓW WYPOWIADA POSŁUSZEŃSTWO ZNAJDUJĄCEJ SIĘ TUTAJ CESARZOWEJ NINIE.

Informacja była druzgocząca. Zrobiło się cicho jak na cmentarzu. Dzięki temu krasnolud nie musiał już krzyczeć.

- Powodami są: doprowadzenie Bolgorii do klęski głodu, marnotrawienie surowców, złe rządzenie oraz powierzanie losu Bolgorii osobom niekompetentnym. Rządy Niny doprowadziły nasze domy na skraj upadku i tylko pokój z Portem może uchronić nas przed tym. Niniejszym ogłaszam KONIEC WOJNY.

Krasnoludy zaczęły klaskać. Część ludzi również. No cóż, nie każdego udało się przekonać do Cesarzowej. Gdyby tylko regent nie zginął, kto wie, jak potoczyłyby się losy Kopalni. Właściwie to zdecydowana większość odetchnęła z ulgą na wieść o skończonej wojnie.

- Następnym oskarżonym jest inżynier Enderus. Szubrawiec i oszust podający się za inżyniera, który zmarnował ogromne ilości surowców, by stworzyć tą żałosną maszynę, której resztki nadal możecie oglądać.

Wszyscy obrócili się by spojrzeć. Z maszyny Enderusa już nie wydobywała się para o niewielka grupa mechaników powoli ją rozmotywała.

- Oskarżamy go o działanie na szkodę państwa, wprowadzanie w błąd przełożonych, zniszczenie cennych surowców oraz oszustwo.

Wszyscy zaczęli wygwizdywać Enderusa, niektórzy rzucili w niego tym, co mieli pod ręką: piaskiem, błotem, śmieciami, resztkami, nieczystościami.

- O losie obu więźniów zdecydujemy wspólnie wraz z Portem, którego wysłannicy niedługo mają się tutaj pojawić przed waszymi oczami.

Kalkstein - 2013-07-09, 21:12

Dziewczyna nie miała problemu z aresztowaniami, z jakimi spotkała się znaczna część ludzkiego personelu w Kopalni. Jej opinia na temat tej wojny była całkiem dobrze znana. W końcu mało to złorzeczyła kiedy musiała przemywać oparzoną od pary twarz jednego z krasnoludów? W zasadzie chyba każdy krasnolud wiedział jaki "ciepłym uczuciem" darzy Raven Ninę.

Cały przewrót zakończył się jednak całkiem spokojnie. Kilka obytych pysków, parę siniaków... w sumie więcej miała do roboty, kiedy wybuchła w karczmie bójka o zabarwieniu politycznym. W każdym razie szykowała sie na masakrę, a z pomocnikami załatwiła sprawę w godzinkę.

Po drodze mijała magazyn halunówki. Zadziwiające jak widok darmowej używki jednoczył i leczył dawne urazy. Żołnierz w barwach Portu niósł sporą skrzynkę razem z Bolgorczykiem. Pax, pax między alkoholiki!

W końcu wyszła z twierdzy. Co szybsi wydoili już po butelce i zaczęli międzykulturową konwersację przy ognisku skleconym naprędce obok bramy. W zasadzie to słuchali wywodu śniadego żołdaka mówionego w jego rodzimym, niezrozumiałym języku. Nie przeszkadzało to Bolgorczykom go w pełni rozumieć.

Po kilku pytaniach i niestety kilku głębszych dowiedziała się w końcu gdzie znaleźć kwatermistrza Portu.
-Witam, Raven van Pinkle, dotychczas lekarz Bolgorii, aktualnie tytuł w zawieszeniu. Nie, nie jestem za młoda- miejscowi mogą poświadczyć moje zdolności. Zanim wszyscy się ogarną mam pytanie: jak będzie wyglądało ewentualne wznowienie dostaw żywności dla miasta? W sumie samym alkoholem się nie najedzą, a dieta i tak jest już od miesięcy co najmniej skromna.

Jeśli trzeba było- wypiła i z nim. Uważała tylko na "ciekawostki" w poczęstunku. Tak czy inaczej- wątrobo do boju!

Vanilla - 2013-07-09, 21:25

Zapraszam na http://www.endofdays.eu/index.php?topic=38.0

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group